Powinnam, ale nie chcę – kiedy rodzic mówi, że ma dosyć.

Są takie dni w moim życiu z 3Pannami, kiedy autentycznie mam ochotę wysiąść z pociągu “Rodzicielstwo”. Serio! I mówię to ja, bliskościowy psycholog dziecięcy. Te chwile nie dotykają mnie tylko teraz, w okresie pandemii, ale rzeczywiście mają miejsce wyłącznie w okresach dużego rozregulowania, do którego okresy izolacji społecznej bardzo dobrze się wpisują, czy to tytułem znanego na całym świecie koronawirusa, czy innego rodzaju infekcji, wymuszających na nas zamknięcie w 4 ścianach. Obecne zamknięcie trwa już bardzo długo, niespełna 10 tygodni. Pandemia będzie zbierać swoje żniwa w wielu obszarach, wydawałoby się że bezpośrednio niezwiązanych ze zdrowiem psychicznym, z podkreśleniem “wydawałoby się”…

I właśnie w tych momentach, kiedy czuję się, jakbym jechała kolejką górską, gdzie stacji końcowej nie widać, a pośrednich brak, mam w sobie ogrom wdzięczności do rodzicielstwa bliskości oraz porozumienia bez przemocy, do ich twórców, propagatorów i do siebie samej, że poznałam, że zbadałam, że przećwiczyłam, że umiem korzystać z tego, co dają te dwa założenia. A dają więcej niż dużo, każdy rodzic znajdzie coś dla siebie, od autentyczności, przez empatię, po obecność czy uważność. To co dla mnie jest kluczowe w bliskościowym podejściu to podmiotowość, widzenie drugiej strony relacji, jako równego sobie partnera, nikt nie patrzy w metrykę, po prostu jesteś, sobą i ja Cię takiego akceptuję i chcę z Tobą szukać porozumienia, poprzez dialog, nawet jeśli dopiero uczysz się budować zdania. To daje Ci akceptację, poczucie bezpieczeństwa, zaspokajasz swoją najważniejszą potrzebę – ważności. Jesteś Ty i jestem Ja, nawet jeśli w tym momencie się nie zgadzamy, to nie znaczy, że siebie nie akceptujemy, że się nie szanujemy, że przestajemy się widzieć i słyszeć. Małe dzieci codziennie trenują i testują swoich rodziców, badają ich kompetencje, wystawiają na setki prób cierpliwości i wytrzymałości. I tu bywa różnie. I znowu RB i NVC pokazują, że nasze przekonanie o tym, że nie damy rady, że się niepotrzebnie denerwujemy, unosimy są błędne, że tak naprawdę się mylimy, że to proste, że damy radę. Jak?

No więc kiedy jadę tą moją górską kolejką – już jakiś czas, dajmy na to 6-8 godzin, hałas na poziomie 70 dB i słyszę słowo “mama” nie 4, nie 12 (3P x 4), nie 6, nie 18 razy na godzinę, tylko co 2 minuty, co daje łącznie jakieś 360 razy na dobę, myślę sobie… Wiecie, co sobie myślę? Wiecie, bo pewnie sami nie raz tak pomyśleliście. Każdy tak czasami myśli. My – dorośli i dzieci. I moje i Wasze, kiedy im któryś raz z kolei o czymś przypominamy, prosimy etc. Każdy czasami ma dość i chce pobyć sam, żeby nikt nic od niego nie chciał, żeby mógł sam decydować, co zrobi przez najbliższe 15 minut, a można też nic nie robić, można leżeć i kontemplować – na warsztat z czego też się Rodzicu zapisz, jeśli jeszcze tego przy dzieciach robić nie umiesz ;-) I ja też tak mam, więc czasami zamykam się w łazience lub w toalecie, bo to dwa pomieszczenia w naszym mieszkaniu, które mają zamek w drzwiach. Zamykam się tam też, żeby odebrać telefon z pracy, bo inaczej – patrz wyżej. Mogłabym w sumie włączyć bajkę, WHY NOT! No nie do końca ten sposób do mnie przemawia. Bajki są spoko, niektóre nawet super, ale nie chcę bajek traktować jako strategii. Nie chcę uciekać od problemu, nie chcę niczego zamiatać pod dywan, nie chcę moich dzieci uciszać, zamykać w pokojach, rozdzielać w bójkach… Pragnę być z nimi tu i teraz, tak jak na daną chwilę potrafię, z otwartymi ramionami i sercem przepełnionym miłością oraz empatią, jednocześnie będąc dla nich autentyczną kobietą, której mogą towarzyszyć różne emocje, która może być głodna, zmęczona, która może nie mieć na coś ochoty, np. poczytać przed snem. Nie może? Bo dziecku trzeba czytać minimum 20 minut dziennie, bo to rozwija, cementuje więź itp. itd. Nie mówię, że nie, sama czytam swoim dzieciom i jest to dla nas ważne, ale… Ale jak nie mam siły, to mówię, że nie mam siły dzisiaj na czytanie przed snem. Nie mam siły i już. I wtedy dzieją się różne rzeczy. Albo pojawia się książka do snu typu Wally czy Ulica Czereśniowa, albo młodszym Pannom czyta Pierworodna, albo wybierają książkę, która ma na tyle mało tekstu, że same ją czytają, bo znają treść na pamięć… Dają radę, i One i ja. I nie czuję, żeby komuś było z tym źle, żeby ktoś czuł się pokrzywdzony. Jutro wstanie nowy dzień..

Pamiętam, jakim ważnym odkryciem było dla mnie uzmysłowienie sobie, że kiedy czegoś nie chcę, nie muszę, nawet albo przede wszystkim w macierzyństwie. Robienie czegoś wbrew sobie w imię dobra dla dziecka… Poświęcanie się nie zawsze jest potrzebne, śmiem nawet napisać, że rzadko kiedy musimy tak naprawdę się poświęcać. Ważne jest jednak, by dzieci nas widziały, w taki sam sposób jak same potrzebują być dostrzeżone. Ważna jest autentyczność rodzica. Możesz być zły, smutny, przygnębiony tak samo, jak radosny, pełen energii i szczęśliwy. Dzieci najlepiej uczą się poprzez obserwację. Bacznie Was rodziców obserwują, studiują sobie Wasze sposoby radzenia sobie z trudnościami, przejmują strategie, światopogląd, nawyki, przekonania… Często biorą więcej niż chcemy im świadomie dać. Dlaczego więc nie pokazać dziecku siebie, takimi jakimi jesteście, dlaczego nie przyznawać się do błędu, nie przepraszać?

Uważnie i z czułością. Tylko bądź.

About Agnieszka Skoczylas

Agnieszka Skoczylas - psycholog dziecięcy i mama 3Panien. Propagatorka rodzicielstwa bliskości, karmienia piersią i zdrowego stylu życia. Instruktorka masażu Shantala. Doula. Blogerka. Udziela rodzicom konsultacji w duchu Rodzicielstwa Bliskości i Porozumienia bez Przemocy (NVC).

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Na tej stronie są ciasteczka!
Więcej...