To była moja czwarta wymarzona ciąża – czwarta bo trzecią poroniłam samoistnie. Przy stracie usłyszałam od lekarza: teraz się nie udało, ale za chwilę będzie Pani w dobrze rozwijającej się ciąży. Uczepiłam się tej myśli. 25% ciąż ulega poronieniu – wyrobiłam normę – myślałam. Chciałam prowadzić ciąże u tej samej pani doktor, do której chodziłam w ciąży z PannąZ. Miałam do niej pełne zaufanie. Nie chciałam licznych badań, częstych USG. Pragnęłam zdrowej ciąży, szczęśliwie zakończonej w terminie. Marzyłam o mistycznym porodzie z mężem i doulą. Chciałam też lepiej przygotować się do porodu, niż ostatnim razem i przede wszystkim więcej z niego pamiętać, być bardziej świadoma. Myślałam o porodzie lotosowym, krwi pępowinowej, w głowie miałam plan porodu… Wszystko się zmieniło w chwili trafienie do szpitala na początku października w 16 tygodniu ciąży.

Krwotok i skurcze, które dobrze pamiętałam z porodu z PannąZ. Byłam sama z moim małym brzuchem. Psychicznie przygotowywałam się na pożegnanie mojego dziecka, które dla lekarzy nim jeszcze nie było. Jednak po 5 dniach zostałam wypisana do domu, nadal w ciąży. Przyczyną krwawienia był krwiak, który nie zagrażał ciąży i który właśnie się ewakuował. Spotkałam się z moją Panią doktor, która na podglądowym USG jednak dostrzegła krwiaki w macicy. Skierowała mnie na dokładniejsze badanie, które potwierdziło jej przypuszczenia. Jak to możliwe, że w szpitalu krwiaka nie widzieli, a teraz znowu jest w tym samym miejscu i to taki duży? Zrobił się nowy? Oszczędzający tryb życia i do przodu. Długo niestety nie dane mi było pobyć w domu. W 19 tygodniu ciąży kolejny raz trafiłam do szpitala. Powtórka z rozrywki. Krwiak, a nawet dwa, których umiejscowienie nie zagrażało bezpośrednio dobrze dotychczas rozwijającej się ciąży. Niemal 2 tygodnie w szpitalu, dwa poważne krwotoki, jedna transfuzja krwi. Nikt nie był w stanie mi powiedzieć, co jest przyczyną powstawania co rusz to nowych krwiaków. Słyszałam za to, że to fizjologia tej ciąży i może się okazać, że będę krwawiła do porodu. Wzięłam to na klatę. “Umówiliśmy się” się z mężem na poród w Dzień Kobiet, chwilę przed planowanym terminem porodu wyliczonym z ostatniej miesiączki. USG połówkowe potwierdziło płeć naszego trzeciego dziecka – dziewczynka. Z Nią było wszystko w porządku, ale w macicy ciągle widać było krwiaki – wielkie, kilkucentymetrowe! Nikt mi nie powiedział, że to wysoka patologia ciąży, nikt nie nazwał jej ciążą wysokiego ryzyka. Słyszałam tylko, że mam się oszczędzać. Więc nie sprzątałam, nie gotowałam, nie spacerowałam. Dużo odpoczywałam, z dziećmi bawiłam się na podłodze albo czytałam im książki w łóżku. Niemniej w 25hbd lekarz skierował mnie znowu do szpitala. Dalej krwawiłam, więcej niż ostatnio. Postraszył mnie krwotokiem, że mogę się wykrwawić podczas snu, że nikt nie będzie nawet wiedział, że odejdę po cichu. “Proszę natychmiast zgłosić się do szpitala”. Więc posłusznie poszłam do tego, co był akurat po drugiej stronie ulicy. Specjalistyczny – położniczy. Stamtąd przewieźli mnie karetką na sygnale do innego, lepszego, jeszcze bardziej wyspecjalizowanego, z najlepszym OIOMem dla noworodków. Dostałam sterydy na rozwój płuc dziecka, kroplówkę na zatrzymanie akcji skurczowej. Usłyszałam od lekarki: Niech Pani wytrzyma jeszcze chociaż 2 dni, niech leki zaczną działać. Nie do końca do mnie docierało, to co się działo. Już przecież przez to przechodziłam – dwa razy. Pokrwawię jeszcze chwilę trochę bardziej, może nawet dostanę skurczy, krwiak się opróżni, a ja wyjdę do domu, w którym będę mogła być z moją rodziną do porodu albo kolejnego krwawienia – myślałam.  A tymczasem leżałam pod kroplówką i zapisem KTG na bloku porodowym. Fizycznie czułam się bardzo dobrze, żadnych skurczy, tylko cały czas krwawiłam. Wokół mnie rodzące kobiety – w końcu byłam na bloku porodowy. Łóżko mega niewygodne. Chwila, chwila… To nie łóżko, to leżanka, wózek transportowy. Czwartego dnia dostałam okropnych bóli pleców, odleżynowe – myślałam (choć finalnie były to klasyczne bóle krzyżowe). Lekarka spojrzała w moją kartę – stan po złamaniu kręgosłupa. Znaleźli dla mnie miejsce na Patologii Ciąży, na którą trafiłam tego samego dnia wieczorem po kolacji. Oddział świeżo po remoncie. Czułam się jak w hotelu. Wzięłam prysznic, położyłam się do łóżka, włączyłam serial na laptopie, na którym nie mogłam się skupić, bo co chwila łapał mnie skurcz, tak silny że zagryzałam zęby i wciskałam stopy w oparcie łóżka. Patrzyłam na zegarek – skurcze co 3 minuty. Poszłam do położnych,  powiedziałam o skurczach i poprosiłam, by ktoś mnie zbadał. Zostałam podpięta pod zapis KTG. Pisały się regularne skurcze porodowe. Usłyszałam, jak położna zadzwoniła do lekarki. Już po mnie szli. Chcieli mnie zabrać na blok porodowy, podłączyć tokolizę, aby zatrzymać akcję porodową. Jaka akcja porodowa – myślałam sobie. Nigdzie nie jadę. Nie oddam mojego wygodnego łóżka. Bolało mnie już tak bardzo, że nie miałam siły wstać, więc zabrali mnie razem z łóżkiem. Koleżanka z pokoju spakowała moje osobiste rzeczy. Trafiłam na blok porodowy. Szybko założono mi wenflon w moje pokłute żyły. Położne proszą o przejście na łóżko porodowe. Nie dam rady. Za bardzo boli. Wołają lekarza dyżurnego. II faza porodu. Telefon na Oddział Intensywnej Terapii Noworodka. To dopiero 26 hbd. Nie wierzę w to, co następuje.

10 grudnia 2016 roku o godzinie 23:55 przyszła na świat moja trzecia córka  – PannaH. 900 g, 36 cm. Słyszałam jej cichutki płacz. Nie mogłam ani dotknąć, ani zobaczyć. Zamiast kontaktu skóra do skóry był worek celofanowy i inkubator. W miejsce karmienia piersią było ściąganie siary strzykawką, a później długie odciąganie pokarmu laktatorem. Ale była ONA, moja córka. Silna i zdrowa. Bardzo malutka, bardzo niedojrzała. Potrzeba czasu i wiary. Więc uzbroiłam się w cierpliwość, modliłam się i oczyma wyobraźni budowałam obraz naszej rodziny w piątkę.

Po 76 dniach zabraliśmy PannęH do domu – 3 tygodnie przed planowanym terminem porodu.

About Agnieszka Skoczylas

Agnieszka Skoczylas - psycholog dziecięcy i mama 3Panien. Propagatorka rodzicielstwa bliskości, karmienia piersią i zdrowego stylu życia. Instruktorka masażu Shantala. Doula. Blogerka. Udziela rodzicom konsultacji w duchu Rodzicielstwa Bliskości i Porozumienia bez Przemocy (NVC).

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Na tej stronie są ciasteczka!
Więcej...