Mama wie najlepiej!

Daj, ja to zrobię! Skąd znacie to powiedzenie? Może z autopsji? Bardzo łatwo jest matce przejąć pałeczkę w rodzicielstwie. Mama spędza z dzieckiem zazwyczaj najwięcej czasu, najsprawniej więc jej wychodzą wszystkie zabiegi pielęgnacyjne. Ponadto zna dziecko najlepiej, rozpoznaje rodzaje jego płaczu, rytm dziecka to również jej rytm, generalnie mogłoby się wydawać, że nic co o dziecku nie jest jej obce. Łatwo wówczas o odtrącenie osób, które chcą pomóc (zmęczonej) matce, łatwo również o odtrącenie ojca, który na początku czuje naprzemiennie potrzebę zajmowania się dzieckiem i lęk oraz obawę przed zrobieniem mu krzywdy. Wkroczenie w tym momencie wszystkowiedzącej matki może spowodować, że osoby skore do pomocy, mogą najzwyczajniej w świecie poczuć się niepotrzebne.

Prędzej, czy później pokłady energii sprzed okresu macierzyństwa powoli zaczynają się wyczerpywać. Matka spod znaku „Zosi samosi” zaczyna rozglądać się w poszukiwaniu rąk do pomocy. Może ich już jednak nie znaleźć, a osoby wcześniej oferujące pomoc, będą bały się matki-dyktatorki. Krótka droga z tego miejsca do wypalenia (o którym więcej pisałam TUTAJ). Nagle mlekiem i miodem płynące macierzyństwo staje się drogą usłaną przez mękę.

 

Ciocia Dobra Rada

Inaczej sprawa się ma w przypadku tzw. dobrych rad. Uważam, że oczywiście każdy ma prawo do własnego zdania, może je wyrazić, zaproponować wprowadzenie zmian etc., ale ostatnie zdanie mają rodzice. To ich dziecko i oni wiedzą najlepiej, co jest dla niego właściwe i dobre. Jeśli negują np. cioci podejście, to z szacunku do nich powinna ona to uszanować i nie podejmować danego tematu po raz drugi.

 

Wszystkowiedzące mamy

Mamy robiące wszystko najlepiej nie zachowują się ten sposób celowo. Miłość, przywiązanie oraz instynkt opiekuńczy nakazują kobiecie działać w momencie, gdy jej dziecko płacze. Chcąc, jak najszybciej zaspokoić potrzebę maluszka przejmują pałeczkę i sprawa załatwiona. Raz, drugi, trzeci i ojciec, babcia, dziadek, ciocia, wujek mogą poczuć się niepotrzebni.

Czasami wystarczy uświadomienie sobie, że coś takiego ma w ogóle miejsce. Warto dać się po prostu wykazać innym osobom bliskim dziecku, które równie dobrze, z miłością oraz zaangażowaniem zaopiekują się maleństwem. Można stać obok, instruować, pomagać, pokazywać, tłumaczyć, a w razie potrzeby po prostu dokończyć wykonywaną przy dziecku czynność. A wszystko to, Drogie Mamy, dla naszego dobra :)

 

Wszystkowiedząca mama w kolejnej ciąży

Zupełnie inaczej mamy zachowują się przy drugim dziecku. Zazwyczaj nie posiadają już żadnych rezerw energii, więc każda pomoc z każdej strony jest mile widziana. Łatwiej przychodzi również przekazanie opieki nad maleństwem innej osobie, która pomagała również przy pierwszym dziecku. Rzadziej matki zachowują się, jak lwice. Częściej i szybciej opuszczają zacisze własnego mieszkania, chociażby w celu złapania oddechu i zadbania o siebie, swoje potrzeby.

 

Jak było u nas?

Moja pierwsza córka, PannaG była wymagającym niemowlęciem. Ciężko było przewidzieć, jak się zachowa podczas mojej nieobecności. Ewentualne wyjście wchodziło w grę, gdy spała. Ale ograniczone było godzinami karmienia, więc w pierwszych miesiącach Jej życia nigdy nie trwało dłużej niż 3 godziny. Zostawała wówczas pod czujnym okiem swojego taty. Babcia pierwszy raz została z nią na dłużej, gdy ta miała 8 miesięcy!

Przy PannieZ sprawa wyglądałą nieco inaczej. Chętnie przekazywałam pałeczkę tacie, cioci, babci, czy dziadkowi. Niech przewijają, noszą, tulą, spacerują! Niech się nacieszą! Wówczas ja mogę poświęcić ten czas starszej córce, bądź przeznaczyć na coś innego, co leży odłogiem i przypomina o sobie co jakiś czas :) Mój macierzyński za każdym razem się różnił po raz pierwszy mogłam się w 100% skupić na opiece nad dzieckiem, przy PannieZ był już niestety pracujący – wychodziłam, bo musiałam. Karmiłam piersią i odciągałam pokarm, by w razie potrzeby zastępczy opiekun Drugorodnej mógł ją nakarmić. Taki mieliśmy system.

Wiem doskonale, że to ja znam moje córki najlepiej. Spędzam z nimi w końcu najwięcej czasu, więc w sumie, jak miało by być inaczej. Niemniej to, że mama wie najlepiej, nie znaczy, że jest niezastąpiona. W moim odczuciu, w opiece nad małymi dziećmi najważniejsza jest miłość, zaangażowanie i dobre chęci. Całej reszty można się nauczyć :)

A jak jest u Was? Jesteście/byłyście wszystkowiedzącymi mamami?

 

Podziel się swoim zdaniem zostawiając komentarz poniżej.

Agnieszka Skoczylas

Agnieszka Skoczylas - psycholog dziecięcy i mama trzech Panien. Propagatorka rodzicielstwa bliskości, chustonoszenia, karmienia piersią i zdrowego stylu życia. Instruktorka masażu Shantala. Doula. Prowadzi poradnię opiekuńczo-wychowawczą. Udziela rodzicom indywidualnych konsultacji w sytuacji pojawienia się wątpliwości opiekuńczo-wychowawczych. W ciągłym biegu i niedospaniu z głową pełną pomysłów.

You May Also Like

Na tej stronie są ciasteczka!
Więcej...