Dlaczego dzieci mówią, że im się nudzi?

„Mamo, nudzi mi się” – skądś to znacie? Pokażę Wam prosty test na nudę. Następnym razem, kiedy Wasze dziecko będzie okazywało przysłowiowe znudzenie podejdź do niego – przytul je – i zaproponuj mu dołączenie do Twojej aktywności lub po prostu usiądźcie razem i porozmawiajcie. Sposób na nudę, jaki Wam proponuję to nie wyszukiwanie dla dziecka nowych form aktywności, tylko podarowanie mu tego, czego ono akurat w tym momencie potrzebuje, w większości przypadków jest to bliskość. Najlepiej jeśli dziecko wypełnia pustkę miłością. W takich warunkach staje się ono pełne idei, inicjatyw i aspiracji. Zatankowawszy swój tzw. attachment tank bez problemu samo znajdzie dla siebie zajęcie, a komunikat „nudzi mi się” był tylko jednym ze sposobów poszukiwania kontaktu z bliską osobą. U bardzo małych dzieci potrzeba więzi zaspokajana jest poprzez kontakt fizyczny, starsze dziecko potrzebuje coraz bardziej szczerych rozmów i wspólnych aktywności.

Dziecko nie powinno stawiać przed sobą pytań Czy mama naprawdę mnie kocha? Czy jestem dla rodziców najważniejszy na świecie? Bezpieczne przywiązanie (o stylach przywiązania możecie przeczytać TUTAJ) pozwala dziecku w pełni rozwinąć swoje skrzydła – nie boi się ono podejmować nowych wyzwań, odważnie zdobywa świat, próbuje nowych rzeczy.

 

Bez więzi

Coraz więcej dzieci uczucie pustki wypełnia sobie przeróżnymi zachowaniami mającymi na celu zastąpienie bliskiej więzi z rodzicem. Jedzą słodycze, grają na komputerze, pochłaniają ogromne ilości książek, nawiązują przedwczesne relacje intymne – starają się w ten sposób zaspokoić swoją instynktowną i z początku zupełnie nieświadomą potrzebę więzi, która jest jedną z najważniejszych potrzeb człowieka. Nie jesteśmy w stanie funkcjonować bez żadnych więzi, dlatego jeśli dziecko nie ma możliwości wytworzenia silnej więzi z opiekunem przywiąże się do kogoś lub czegoś innego, dzięki czemu uniknie uczucia pustki.

 

Błogosławiona bliskość

O błogosławionym wpływie dotyku na ludzki organizm pisałam wcześniej TUTAJ. Potrzebujemy nie tylko dotyku, ale także miłego słowa, życzliwości, uśmiechu od bliźniego… Podczas mojej drugiej hospitalizacji (o pierwszej możecie przeczytać TUTAJ) – z dala od domu, od bliskich, widząc i słysząc dzieci tylko na FaceTime’ie, nie znając dnia powrotu do domu, do własnego łóżka – doświadczyłam kilku sytuacji, które uświadomiły mi, jak ważna jest bliskość w naszym codziennym życiu. Uwierzcie mi, co innego wiedzieć, a co innego poczuć. Pozwólcie, że opiszę Wam, co dokładnie mam na myśli.

Nie nudziłam się w szpitalu. Starałam się mieć cały czas wypełniony czas jakimś zajęciem, by uniknąć sytuacji, kiedy leżę w łóżku i patrzę się przez okno, bo wtedy moje własne myśli by mnie zabiły. Niemniej  będąc w szpitalu – sama, bez odwiedzin, nawet bez „współlokatorów” szpitalnych – czułam ogromną pustkę. Bardzo brakowało mi dotyku, czyli tej bliskości, bez której – nie oszukujmy się – nie było by nas tu teraz. Doświadczyłam kilku – bardzo miłych sytuacji – które uświadomiły mi, w czym sens.

Podczas jednej z trudniejszych nocy pewna położna wyraźnie się o mnie zatroszczyła. Jestem pewna, że jej zachowanie wynikało nie z obowiązku zawodowego, a z tego, jakim jest człowiekiem. Wiedziałam, że zależy jej na tym, bym poczuła się lepiej. Nie dała mi żadnych leków, nie poprawiła poduszki, ale była i ja wiedziałam, że jest, nawet gdy była poza moim pokojem.

Pamiętam, jak Pani która roznosi posiłki widząc, że jeszcze nie skończyłam obiadu powiedziała: jedz Kochanie, nie spiesz się. Potem kilkakrotnie jeszcze użyła wobec mnie słowa „Kochanie”, a ja… popłakałam się. Od tej Pani – której imienia nie pamiętam – bił ogrom ciepła i miłości, których ja wtedy tak bardzo potrzebowałam.

Na samym początku nie leżałam sama w sali, towarzyszyła mi m.in. jedna bardzo fajna babeczka, z którą złapałam nić porozumienia. Fajnie było móc z nią porozmawiać w ciągu dnia, a czasami nawet nocy. Miło było móc z kimś się podzielić swoją troską i poczuć się zrozumianym. Jeszcze milej mi się zrobiło, jak owa babeczka w dniu swojego wypisu podeszła do mnie, położyła mi rękę na ramieniu, życząc szybkiego powrotu do zdrowia i kładąc jednocześnie na szafce obok mojego łóżka balsam do ciała i wyrażając nadzieję, że mi się spodoba.

I pomimo moich usilnych starań, zajmowania myśli, a także pozytywnego myślenia doskwierało mi uczucie pustki. Nie chodziło o wypełnienie czasu jakąś aktywnością, brakowało mi kontaktu z drugim człowiekiem, najlepiej mi bliskim, takim który mnie rozumie, który chce ze mną dzielić swój czas.

Nic tak nie pomaga, jak bycie tu i teraz. Dlatego, gdy widzisz swoje dziecko snujące się po domu, nie umiejące znaleźć sobie zajęcia, nawołujące „nudzi mi się”, nie wyszukuj mi cudownych zabaw, czy ćwiczeń, tylko bądź blisko dziecka.

 

Podziel się swoim zdaniem zostawiając komentarz poniżej.

Agnieszka Skoczylas

Agnieszka Skoczylas - psycholog dziecięcy i mama trzech Panien. Propagatorka rodzicielstwa bliskości, chustonoszenia, karmienia piersią i zdrowego stylu życia. Instruktorka masażu Shantala. Doula. Prowadzi poradnię opiekuńczo-wychowawczą. Udziela rodzicom indywidualnych konsultacji w sytuacji pojawienia się wątpliwości opiekuńczo-wychowawczych. W ciągłym biegu i niedospaniu z głową pełną pomysłów.

You May Also Like

Na tej stronie są ciasteczka!
Więcej...